Kilka słów o mnie

Od zawsze wokół mojej rodziny i mego życia przewija się Kotlina Jeleniogórska. Tu po wojnie po wyjeździe z Tarnobrzega zamieszkała moja mama, tu poznała mego tatę (pochodził spod Stanisławowa) który miał za zadanie kontrolować jako biegły księgowy Jej pracę. Wprawdzie stąd wyjechali do Wrocławia aby mnie tam począć... Pierwsze w 1957 roku moje kolonie letnie były w Cieplicach przy ul. Leśnej. Pierwszy obóz sportowy w 1969 roku przed Igrzyskami Szkolnymi w Szczecinie był w SP nr 12 przy ulicy Grunwaldzkiej - był to obóz szermierczy, bo działałem wtedy w sekcji szermierczej AZS Politechnika Wrocław z fechtmistrzem Adamem Medyńskim.

Podziel się z innymi

| |

Decyzyjność

2019-05-10 16:11
"Decyzyjność - prawo lub możliwość decydowania o czymś" Tak mówi definicja ze słownika języka polskiego. To, że ktoś ma takie uprawnienia, czy możliwości nie znaczy, że z automatu staje się decydentem! Musiałby po prostu umieć podejmować decyzję, a z tym jak pokazuje życie nie jest tak oczywiste. Na całym normalnym świecie osoby które muszą podejmować decyzje, brać na siebie ciężar ich podejmowania zarabiają z reguły więcej, niż osoby jedynie wykonujące. Decyzja to odpowiedzialność, a za odpowiedzialność się płaci - w każdym razie powinno się!
Kiedy byłem wiceprezydentem miasta zadzwonił do mnie raz dyrektor jednego z ZGM z pytaniem co ma on z jakąś sprawą zrobić? Zapytałem się go czy jest w tej jednostce dyrektorem, czy referentem? Dyrektorem - odpowiedział! No to zachowuj się jak dyrektor i podejmij sam - usłyszał! Więcej z drobiazgami wchodzącymi w zakres jego kompetencji nie wydzwaniał, a ZGM zaczął szybciej załatwiać problemy mieszkańców.
Kiedy byłem majstrem, a potem kierownikiem na budowach zdarzały się różne przypadki wymagające szybkiej decyzji. Nie było czasu na wydzwanianie do decydentów na wyższych stanowiskach tylko trzeba było je podejmować od razu, często dla bezpieczeństwa pracujących ludzi. Więc podejmowałem, tak jak i podejmowała większość majstrów i kierowników. Bo to było normalne!
Wiele osób chciałoby mieć wyższe płace, słychać często u personelu w różnych miejscach: "- za co ten kierownik bierze aż takie pobory? Przecież on nic nie robi tylko siedzi w pokoju albo łazi gapiąc się po budowie, sklepie, magazynie... i tylko coś każe zrobić, lub się czepia! Takie myślenie pokutowało kiedyś nie tylko u pracowników. Taki był wręcz system wynagradzania. Kierownik budowy zarabiał z reguły dużo mniej od zwykłego nawet niewykwalifikowanego pracownika, a jak jeszcze ten pracownik miał dużo dzieci to razem z zasiłkami miewał dwa i więcej razy na rękę niż kierownik który za wszystko na budowie odpowiadał! Podobno to już minęło, ale czy na pewno i wszędzie?
Żeby móc podejmować szybkie i dobre decyzje musi to być podparte wiedzą w danym zagadnieniu, wiedzą jakie mogą być efekty i skutki danego postanowienia. Często można się pomylić i za to się odpowiada! Za tę "chęć" podejmowania ryzyka winno się tak płacić aby ci najlepsi chcieli zostać decydentami. Bo jeżeli się słabo płaci, to ma się słabych decydentów, a ci dobrzy zarobią swoje gdzie indziej.
Żeby podejmować decyzje i to często trudne decyzje nie wolno oczekiwać poklasku ze wszystkich stron. Trzeba liczyć się z tym, że będą grupy niezadowolonych którzy zrobią wszystko aby temu decydentowi przeszkodzić, lub też rzucać różne, często bzdurne oskarżenia. Nie wolno bać się gdy jakiś bubek z tej czy innej redakcji, portalu swoje frustracje czy prywatę będzie uzewnętrzniał usiłując przedstawić się jako rzecznik tej czy innej niezadowolonej społecznej grupy. Trzeba po prostu robić swoje w dążeniu do ustalonego celu. Ten decydent niższego szczebla musi czuć wsparcie decydenta wyższego szczebla. Nie może bać się, że stanie się przysłowiowym chłopcem do bicia na którego zwala się wszelkie pomyłki, zwłaszcza swoje - tego "wyższego decydenta" a takie przypadki często widać, słychać zwłaszcza w samorządach czy firmach państwowych. Kiedyś jako wiceprezydent dziwiłem się czemu jeden z kierowników zwleka z podjęciem decyzji na budowę jakiegoś obiektu. Zapytałem się go wprost dlaczego nie podpisuje. Wyłuszczył mi, że w prawdzie prawo wprost nie zabrania ale taka decyzja może wywoływać jakieś tam zawirowania i on jako pracownik boi się podpisania. Powiedziałem mu, że go rozumiem więc nie mając do niego pretensji a będąc z wyboru a nie na podstawie umowy o pracę sam podpisałem tę decyzję na budowę. Nie było z tego tytułu żadnych problemów ale pokazałem podwładnemu że liczę się z nim i jego zdaniem. Potem inni prezydenci też tak zadziałali i śmieszne były za jakiś czas zarzuty ówczesnej opozycji, że to prezydent podpisał, a nie pracownik. Śmieszne bo pracownicy podpisują decyzję z upoważnienia i zamiast prezydenta, a nie odwrotnie.
Teraz może o tym czym my mieszkańcy Jeleniej Góry dzisiaj żyjemy, czyli sprawnością działania i podejmowania decyzji w urzędzie miasta. Obserwuję ten urząd od prawie trzydziestu lat. Przez wiele z nich jako pracownik, decydent, lokalny polityk, dziennikarz. Przyglądałem się prezydentom i ich decyzyjności. Było ich czworo, a obecny jest piątym. Z tej pierwszej czwórki najbardziej decyzyjna była jedna osoba. Miała wizję celu i konsekwentnie do niego dążyła. Poparte to było ogromną wiedzą praktyczną i teoretyczną na temat mechanizmów funkcjonowania miasta. Nie bała się podejmowania nawet trudnych decyzji i nie oglądała się na to co "inni o tym powiedzą!". Pozostałe osoby miały dobre chęci, ale podejmowanie decyzji i to szybkich przychodziło im z trudem. W dodatku nie zawsze umiejętnie czy racjonalnie dobierali sobie pracowników. Czasami nieprzemyślanie pozbywali się dobrych i lojalnych ulegając podszeptom, naciskom, czy głupim i bezpodstawnym plotkom. W urzędzie było i jest wielu mądrych i znających się na pracy miasta urzędników chcących rzeczywiście służyć mieszkańcom. Wielu z tych których nieopatrznie się pozbyto okazywało się w nowych miejscach zdolnymi, kreatywnymi fachowcami docenianymi przez swoich przełożonych i podwładnych. Od pół roku mamy w mieście "nowego prezydenta" Z zainteresowaniem i uwagą przyglądam się jego decyzjom. Nie wszystkie są dla mnie zrozumiałe, ale może docelowo okażą się trafne! Taką mam nadzieję, bo bez względu na to kto zarządza miastem chciałbym aby to wychodziło na dobre Jeleniej Górze i jej mieszkańcom. Życzę jemu aby jego pracownicy w urzędzie nie musieli się bać mówić prawdy o pomysłach prezydenta. Jeżeli będą nietrafne to niech to mówią wprost, jeżeli prawo na coś nie pozwala to niech szczerze uświadamiają głównych decydentów. Życzę mu, aby "nowi" tzw. dyrektorzy departamentów nie musieli bać się o swoje stanowiska i bez żadnych oporów podpisywali dobre decyzje. Te negatywne dla zainteresowanych też, jeżeli prawo na inne nie pozwala, a nie zwlekali czy przesuwali do wyższych instancji... Życzę aby wszyscy decydenci od prezydenta zacząwszy potrafili słuchać zdania swych podwładnych, oni naprawdę często mają rację popartą wieloletnią praktyką. Życzę prezydentowi aby jego zastępcy nie zwlekali z podejmowaniem i podpisywaniem wszelkich decyzji i pism bo jak dotychczas mają ogromne opory!
Jest jeszcze jedna rzecz bardzo przeszkadzająca w normalnej pracy i przy ich rozpatrywaniu. Próby działań na skróty pań i panów radnych. Wielu z nich "osobiście" chodzi po wydziałach interesując się jak dana sprawa jest załatwiana. Jak tylko któryś wchodzi i zaczyna zdanie od słów: "moi wyborcy..." to wiadomo że usiłuje "załatwić" jakąś prywatę poza procedurami i często ze szkodą dla innych wnioskodawców. W Dani w urzędach jest zakaz tzw. "krótkich spięć" tzn. że radni nie mogą jakiejkolwiek swojej sprawy załatwiać bezpośrednio w urzędzie. Po prostu nie wolno i już! Wszelkie takie wnioski muszą składać poprzez prezydenta czy burmistrza, a on ma nadać rutynowy bieg. Żaden z radnych nie może też dowiadywać się "jak tam jego sprawa". A u nas? Wielu pracowników ze strachu przyjmuje radnych, informuje o sprawach - cudzych też! Ja takich radnych po prostu obcesowo goniłem z wydziału, a swoich współpracowników wręcz przekonywałem, że każdego radnego należy "załatwiać regulaminowo" tzn. ściśle i zgodnie z prawem krajowym i lokalnym, szczególnie wtedy gdy to lokalne prawo jest nieżyciowe i głupie. Niech wiedzą i zastanawiają się co robią gdy na sesjach podnoszą ręce. Zakaz chodzenia radnych po wydziałach powinien być wręcz wpisany do regulaminu Rady Miejskiej.
W 1990 roku wraz z wieloma radnymi z różnych gmin dawnego województwa jeleniogórskiego byliśmy na szkoleniu w Danii w ośrodku w Grena. Tam słuchając wykładów burmistrzów, radnych, specjalistów od samorządów lokalnych, uczestnicząc w praktykach w gminie w Veile zostałem przekonany, że samorząd gminny ma sens i dla rozwoju lokalnych społeczności jest konieczny. To przekonanie we mnie tkwi i mam nadzieję, że nikt swoimi działaniami tego przekonania nie zniweluje!
Emeryt Kazimierz Piotrowski

Komentarze

emeryt @ 83.30.161.*

wysłany: 2019-05-10 17:05

Dramat, dotknął nasze miasto po 1989 ,jak wszelkie decyzje podejmowano w Warszawie ..np. O WOJSKU.

Buniek @ 176.111.153.*

wysłany: 2019-05-10 17:39

Panie Kazimierzu napisał pan "Jest jeszcze jedna rzecz bardzo przeszkadzająca w normalnej pracy i przy ich rozpatrywaniu. Próby działań na skróty pań i panów radnych. Wielu z nich "osobiście" chodzi po wydziałach interesując się jak dana sprawa jest załatwiana. Jak tylko któryś wchodzi i zaczyna zdanie od słów: "moi wyborcy..." to wiadomo że usiłuje "załatwić" jakąś prywatę poza procedurami i często ze szkodą dla innych wnioskodawców. W Dani w urzędach jest zakaz tzw. "krótkich spięć" tzn. że radni nie mogą jakiejkolwiek swojej sprawy załatwiać bezpośrednio w urzędzie. Po prostu nie wolno i już!"
Z tego wniosek, że można takie prawo wdrożyć! Skoro można, to warto jeszcze napisać "jak to zrobić", tzn. w jakim dokumencie prawa lokalnego powinno to być zawarte i jak zapisy mają być implementowane. Kto może sprawdzać oraz kto i jak ma reagować gdy to prawo jest naruszane. Poza tym u nas 'komuna trzyma mocno" i wyborcy tego właśnie od radnych oczekują. Jak to zmienić?

Rafał Piotr Szymański @ 188.146.25.*

wysłany: 2019-05-12 18:53

W Finlandii - uchodzącej za wzorcowy model w zakresie edukacji - istnieje zakaz udzielania korepetycji przez nauczycieli. Młodzież ma się uczyć w szkole, a nie na prywatnych lekcjach, które traktowane są jak rodzaj korupcji. Model naszej demokracji i społeczeństwa mocno odbiega od krajów przodujących w tym zakresie. Patrzę jednak z nadzieją w przyszłość - wypływające przy okazji kampanii wyborczej tzw. "trudne tematy" staną się asumptem do dyskusji i krokiem w przyszłość.

anonimous @ 178.37.179.*

wysłany: 2019-05-13 11:10

Do RPS@ 188.146.25.* Model edukacji w Finlandii to nie tylko zakaz korepetycji ! http://www.national-geographic.pl/ludzie/10-najwiekszych-zalet-systemu-edukacji-w-finlandii-oraz-5-jego-wad-2

kazimierzp @ 83.26.169.*

wysłany: 2019-05-13 11:11

@Rafał! Tekst nie jest o nauczycielach udzielających korepetycji, nie jest o lekarzach i ich prywatnych praktykach i o wielu innych ważnych dla ludzi sprawach. Jest o blokowaniu chęci czy odwagi w podejmowaniu decyzji do czego w dużej mierze przyczyniają się zachowania wielu radnych! Możliwe że w którymś z kolejnych tekstów skupię się na różnych patologicznych zachowaniach radnych... przy tym odpowiem @ Buniek! W tekście jest podane jak to można unormować. Nie ma takich zapisów prawa które by blokowało w tej przeze mnie opisanej mierze zachowania radnych. To jedynie radni uchwalając odpowiednie zapisy w swym regulaminie rady mogą zawrzec. Jeżeli zechcą!?! Z tym bywa różnie bo czują się "wybrańcami" a nie tymi co pełnią służbę na rzecz wszystkich mieszkańców miasta.

Wpisz swoje imię, pseudonim:

Wpisz treść: