Kilka słów o mnie

Od zawsze wokół mojej rodziny i mego życia przewija się Kotlina Jeleniogórska. Tu po wojnie po wyjeździe z Tarnobrzega zamieszkała moja mama, tu poznała mego tatę (pochodził spod Stanisławowa) który miał za zadanie kontrolować jako biegły księgowy Jej pracę. Wprawdzie stąd wyjechali do Wrocławia aby mnie tam począć... Pierwsze w 1957 roku moje kolonie letnie były w Cieplicach przy ul. Leśnej. Pierwszy obóz sportowy w 1969 roku przed Igrzyskami Szkolnymi w Szczecinie był w SP nr 12 przy ulicy Grunwaldzkiej - był to obóz szermierczy, bo działałem wtedy w sekcji szermierczej AZS Politechnika Wrocław z fechtmistrzem Adamem Medyńskim.

Podziel się z innymi

| |

Co to jest urząd miasta i kim ma pracować.

2019-02-03 23:29
Wokół urzędów gminy, miejskich, miasta narosło wiele mitów i domorosłych wyobrażeń. To, że takie miewają mieszkańcy - wyborcy to w pewnym sensie można zrozumieć. To że różne kuriozalne opinie miewają radni, a nawet niektórzy burmistrzowie, czy wójtowie to już budzi przerażenie.
Encyklopedyczne określenie urzędu miasta to: "Jednostka organizacyjna gmin, której przedmiotem działalności jest świadczenie pomocy wójtowi, burmistrzowi, prezydentowi miasta w zakresie realizacji uchwał rady gminy (rady miejskiej, rady miasta) i zadań gminy (miasta) określonych przepisami prawa państwowego". Nie ma nic na temat realizacji pomysłów prezydenta miasta!
Niektórym się wydaje, że pracownik urzędu ma naginać prawo według widzimisię aktualnie zarządzającego tak aby jego pomysły, czy wybiórcze decyzje mogły zostać "na korzyść swoich" zrealizowane. Są ograniczenia prawne aby takich sytuacji nie było, ale nie są one często ostro zapisane, więc... bywa niestety różnie.
Przy idealistycznych założeniach urząd to po prostu narzędzie o ograniczonym zakresie działania który w sposób precyzyjny przekuwa pomysły radnych w uchwałach na realizację. Za realizację odpowiadać powinien zarządzający czyli wójt, burmistrz, prezydent. Tak więc urzędnik nie ma prawa w czasie realizacji zadań kierować się jakimikolwiek przekonaniami politycznymi, czy wytycznymi jakiejkolwiek partii politycznej. W przypadku zauważenia łamania czy przymuszania do łamania-naginania prawa powinien, ba obowiązek, zawiadomić odpowiednie organy. Taki wymóg ustawowy jest zapisany np. wprost przy stanowisku skarbnika miasta. Pracownicy powinni być dobierani według kompetencji, znajomości prawa krajowego i lokalnego. Nie tylko znajomości zapisów, ale też jak one powinny być stosowane. Tego z namaszczenia partyjnego się nie zdobywa. Można taką wiedzę zdobyć głownie w praktyce. Dlatego zdecydowana większość kadry powinna być wyłaniana drogą awansu służbowego w granicach urzędu, a dopiero jeżeli nie ma takowych powinno wyłaniać się w konkursie. Po 1990 roku przez wiele lat funkcjonowało coś takiego jak "pracownik mianowany". Miał on status wyjątkowy gdyż nie wolno było go zwolnić jeżeli nie popełnił przestępstwa, a nie dlatego że na to stanowisko nie pasował zarządzającemu miasto. Dopiero po trzech wpadkach można było rozpocząć procedurę zwolnienia takiego pracownika. Dawało to poczucie stabilności i świadomość, że jego pozycja nie zależy od koniunktury. Pracownicy nie musieli się bać zmian na stołku prezydenta. Jednak wszyscy prezydenci, bez względu na barwy polityczne, dążyli do likwidacji mianowania. Oni chcieli mieć bezpośredni wpływ na to kto pracuje w urzędzie, no i w regulaminie naszego urzędu nie ma już "mianowania". Był też wymóg prawny aby bez względu na sytuację przeprowadzać konkursy. Więc przeprowadzano, choć w wielu przypadkach przed konkursem najczęściej było wiadomo kto zostanie namaszczony. Teraz to ogólnopolsko złagodzono i szefowie gmin mają większe możliwości mieszania w stanowiskach. Tyle, że na rynku dobrych pracowników już od ręki do dyspozycji nie ma. Rzeczywiści fachowcy, operatywni, samodzielni wolą pracować gdzie indziej za dużo większe pieniądze i bez zawirowań co wybory! Więc do dyspozycji są mierni, bierni i nie zawsze wierni!
Teoretycznie takich fachowców szkoli jeleniogórski wydział wyższej szkoły, dzisiaj nazywanej uniwersytetem ekonomicznym. Zaraz co niektórzy pracownicy tej uczelni obruszą się na to co napiszę, ale niestety tak było, tak to widziałem! Za czasów prezydentury Marka Obrębalskiego uczelnia ta dostała duże zlecenia na szkolenia dla pracowników. Skierowano na nie wielu pracowników o dużym doświadczeniu, znających praktycznie zasady funkcjonowania urzędu, przygotowania wielu materiałów. Znających też i to dosyć dokładnie przepisy prawne regulujące zasady pracy takich urzędów. Już po kilku szkoleniach praktycy byli zdumieni jak ci "naukowcy" ich szkolący niewiele wiedzą o profesjonalnym urzędowym życiu. Co niektórzy mówili, że przestali się dziwić, iż świeżo przyjmowani do urzędu absolwenci tego wydziału tak słabo są przystosowani do pracy. Wcześniej kiedyś spotkałem znajomego pracownika naukowego, wtedy jeszcze akademii ekonomicznej, który mówił że bardzo zmęczony wraca właśnie z wykładów u studentów zaocznych. Zapytałem się go czy ci studenci muszą w czasie studiów zaocznych pracować na takich stanowiskach jakich się uczą studiując zaocznie. Nie! - odpowiedział mi ten naukowiec, nie muszą wcale pracować! Ja na to: - no to w takim razie muszą mieć jakieś ćwiczenia aby to co na wykładach słyszą umieć stosować w praktyce! Też nie - usłyszałem! Ale na studiach dziennych mają ćwiczenia? Mają! To ci na zaocznych są niedouczeni? Nie, dlaczego? No to - stwierdziłem - ci na dziennych mają za dużo zajęć!:-) Tu się nasza rozmowa skończyła. Potem już przestało mnie dziwić, że tak naprawdę absolwenci szkół wyższych większość swej wiedzy muszą zdobywać w pracy zawodowej, a dyplom uczelni to tylko dokument który jest wymagany aby wypełnić warunki zatrudnienia zawarte w przepisach.
A co ja sądzę które funkcje z urzędu powinny być obsadzane w wyniku konkursu, a które według uznania i ryzyka prezydenta miasta to w kolejnym blogu.
Kazimierz Piotrowski

Komentarze

Buniek @ 176.111.153.*

wysłany: 2019-02-05 22:01

Panie Kazimierzu, jakoś temat kształcenia kadr urzędów, jak i praca tych ludzi nie porwała komentatorów. W związku z powyższym, proszę o opinię nt.: co może zrobić świadomy poważnego problemu urzędnik gdy czynnik polityczny czyli wójt, burmistrz, prezydent, radni są tak zakleszczeni w swoim politycznym bagienku, że decyzji nie są w stanie podjąć, mimo, że sprawa dla mieszkańców poważna? Np. walący się most w Siedlęcinie, ścieki z Karpacza bez oczyszczania w Bobrze, nie wybrana firma do odśnieżania, itd.?

kazimierzp @ 83.26.190.*

wysłany: 2019-02-05 23:16

Jak widać po "reakcjach" do normalnej dyskusji czyli o realnych sytuacjach i systemowych metodach ich rozwiązywania nie ma "odważnych" mimo, że wypowiedzi są anonimowe!?! Może umieją tylko hasłowo? Co do postawionego pytania dotyczącego kilku gmin i powiatu! Bardzo niestety często tzw. wybrani decydenci nie są z natury decydentami. Co powinien zrobić świadomy urzędnik? Jak zareagować? Nie jest już pracownikiem mianowanym więc łatwo takiego przeszkadzającego w "słodkim nieróbstwie" usunąć z urzędu. Ja w takim momencie wystosowałbym najpierw pismo (aby mieć dowód przed organami właściwej reakcji) które wewnętrznym obiegiem wysłałbym do przełożonego o problemie, z podaniem propozycji doraźnych rozwiązań. Gdyby to nie poskutkowało to ja po prostu poszedł do przełożonego i w cztery oczy mu nawrzucał. Zdarzało mi się, ale ja miałem w stosunkach z nimi inną pozycję niż pracownicy - byłem ich kolegą! Na miejscu takiego trochę zachowawczego urzędnika bez "przełożenia" podpuściłbym jakiegoś zaprzyjaźnionego dziennikarza dając mu temat i sposób zaatakowania tegoż wójta. Można też znaleźć znajomego radnego i po koleżeńsku "zapytać go" jak tej sytuacji zaradzić aby tamtemu wydawało się że to on wymyślił i z troską pochylił się nad problemem! W swoim czasie byłem na zlecenie miasta inspektorem nadzoru nad budową domów dla powodzian. Z racji tego że wykonawca pieprzył robotę wstrzymałem budowę jako jedyny w Polsce. Z racji pewnej ogólnej psychozy i ataków na miasto że opóźnia ówczesna prezydent zapytała się wydziału (ja byłem spoza urzędu) jak mnie zmusić do puszczenia prac. Powiedziano, że formalnie nie ma jak, ale jak chce to może zmienić inspektora nadzoru. To w oczach prezydent nie wchodziło w rachubę. Kiedy wybuchła afera z brakoróbstwem w Polsce na budowach domów dla powodzian pani prezydent zapytała się wydziału: "a jak u nas!". "U nas Piotrowski uchronił przed takimi brakami!" "A to dobrze" - stwierdziła. Potem jedna z gazet zrobiła przegląd wszystkich domów dla powodzian w Polsce i stwierdziła że najlepiej zrobione są domy w Jeleniej Górze (bo wykonawca przymuszony zrobił w końcu prawidłowo). Piszę o tym nie dlatego, że uważam że jestem "wspaniały" piszę dlatego, że brak silnego umocowania prawnego powoduje wywołane strachem błędne decyzje, albo wręcz ich brak. Ja byłem spoza urzędu, no i mam taki charakter, że nie ustępuję pod naciskiem kiedy uważam, że mam rację. Można zapytać się kto w czasie pierwszej kadencji rady miejskiej 1990-94 na posiedzeniach zarządu stosował votum separatum do decyzji innych członków! Ale to już temat na inną dyskusję!:-)

Buniek @ 176.111.153.*

wysłany: 2019-02-06 11:13

Panie Kazimierzu, napisałem poprzedni wpis w nadziei, że oprócz nas inni wizytujący blogi jg24 też się dołączą. Sprawa mostu, ścieków, a teraz odśnieżania to tylko przykłady w małym powiecie jeleniogórskim do czego może prowadzić spaprana kultura polityczna i rozwalony system nadmiernie wspierający władzę polityków kosztem ludzi merytorycznych. Ostry konflikt ludzi partyjnych wspierany przez zaprzedane partiom media, to coś bardzo złego dla nas i osobiście wolałbym bym, by mieszkańcy to rozumieli. Polityka "na złość tamtym zrobię kuku" w zakresie mienia i spraw publicznych nie powinna być darowana politykom, którzy tak robią. Zdjęcie "dzwona" na białym od lodu i śniegu wjeździe do Karpacza przy jednocześnie czarnej drodze wojewódzkiej to dobry przykład na dzisiaj. Zresztą, w powiecie drogi dziś dalej białe i oblodzone, a władze myślą jak zmienić nazwę i planują pewnie czy do twarzy będzie im się fotografować na tle nowego logo powiatu, bo bibkę na pewno się z tego powodu zrobi. Kompletnie nie rozumiem istnienia tego obwarzankowego tworu, który nie ma pieniędzy, tylko niewydolne, rozbudowane do poziomu absurdu struktury polityczno-urzędnicze. Panie Kazimierzu, jak to się stało, że na takie coś mieszkańcy się zgodzili, a elity urzędniczo-polityczne były w stanie ich do tego przekonać?

kazimierzp @ 83.26.167.*

wysłany: 2019-02-06 11:56

Dla mnie błędem było tworzenie w kotlinie dwóch powiatów: ziemskiego i grodzkiego. Większość funkcji-zadań powiatowych dla kotliny zlokalizowanych jest w Jeleniej Górze która jest powiatem grodzkim i gminą. Według mnie powinno się połączyć te dwa powiaty w jeden ziemski, a Jelenią Górą podzielić tak aby z powrotem były samodzielnymi gminami Cieplice, Sobieszów z Jagniątkowem, Goduszyn powinien należeć do Starej Kamienicy, a Maciejowa do gminy Janowice. Niestety kiedy była ostatnia "reforma" samorządowa to wszystkie strony polityczne usilnie chciały dowartościować Jelenią Górę i stąd mamy powiat grodzki. Ale dziękuję za podsunięcie mi tematu jednego z kolejnych blogów.

Buniek @ 176.111.153.*

wysłany: 2019-02-06 15:08

No cóż panie Kazimierzu, pańskie podejście jest pewnie bardziej racjonalne z racji doświadczenia bycia urzędnikiem. Ja z punktu widzenia mieszkańca uważam, że prawie wszystkie okoliczne wioski powinny być dołączone do Jeleniej Góry. Mam znajomych co to się na wiosce pobudowali. Zamienili mieszkanie na Zabobrzu na domek. Pracują w mieście, a ich dzieci chodzą do miejskich szkół. Nic, a nic nie czują do tych gmin i urzędów. Na wybory nie chodzą i na moje pytanie o JOWy w gminach to są zdziwieni o co pytam. Nie znają swoich radnych zarówno gminnych jak i powiatowych oraz lokalnych uwarunkowań politycznych. Nikt do nich się nie czepia więc i oni władzy się nie narażają. Co ciekawe w dyskusji czy Łużniak czy Mróz mieli wiele do powiedzenia. Musiałem im tłumaczyć, że u nich ci panowie nic nie znaczą, a najbardziej byli zdziwieni gdy im wytłumaczyłem, że Straż Miejska też im nie pomoże jak sąsiad butelkami zapali w piecu.

kazimierzp @ 83.26.167.*

wysłany: 2019-02-06 21:09

@Buniek! Urzędnikiem nie byłem, pracowałem w urzędzie!:-) Wydawałoby się nonsensem co napisałem ale chyba wie pan o co mi chodzi. Większość okresu mego związku z urzędem było z innej pozycji: radnego, wiceprezydenta, polityka lokalnego... To mi potem nieco przeszkadzało w byciu właściwym urzędnikiem. Wracając do meritum. To co napisałem o wspólnym powiecie ziemskim dla całej kotliny to jest właśnie forma włączenia wielu zadań w naszej kotlinie do "wspólnego kotła". Do tego aby wszyscy mieszkańcy też czuli odpowiedzialność za cała kotlinę, a nie tylko swój przysiółek. Co do tych co przenieśli się do sąsiednich wsi. Kierowali się głownie tym że tam podatki i opłaty lokalne były niższe. Niższe bo nie było tego co dawało miasto (za nasze wspólne pieniądze): przedszkola i żłobki, szkoły średnie, kulturę "wyższego rzędu", sieć transportu publicznego, kanalizację i wodociągi... Oni teraz tego żądają w swoich gminach i niektóre gminy muszą podnosić opłaty lokalne aby tym oczekiwaniom sprostać... Pusty śmiech mnie w swoim czasie ogarnął kiedy mieszkańcy "Słonecznej doliny" leżącej na terenie Staniszowa zaczęli żądać od Jeleniej Góry kładzenia asfaltu na drodze koło osiedla, i doprowadzenia autobusu. Cóż świadomość ludzi jest bardzo ograniczona i to często wydawałoby się że u "kumatych".

PK @ 159.205.89.*

wysłany: 2019-02-07 10:21

Panie Kazimierzu, ma Pan ze swojej przeszłości kontakty w sferach rządzących JG, niech Pan, proszę, uruchomi prawdziwy i efektywny program ochrony czystości powietrza w JG. To, o czym już pisałem, instalacje fotowoltaiczne dofinansowywane przez miasto lub powiat.
Proszę. Dziś powietrze w JG jest trujące, w Cieplicach-Zdrój również.

Wpisz swoje imię, pseudonim:

Wpisz treść: