Kilka słów o mnie

Od zawsze wokół mojej rodziny i mego życia przewija się Kotlina Jeleniogórska. Tu po wojnie po wyjeździe z Tarnobrzega zamieszkała moja mama, tu poznała mego tatę (pochodził spod Stanisławowa) który miał za zadanie kontrolować jako biegły księgowy Jej pracę. Wprawdzie stąd wyjechali do Wrocławia aby mnie tam począć... Pierwsze w 1957 roku moje kolonie letnie były w Cieplicach przy ul. Leśnej. Pierwszy obóz sportowy w 1969 roku przed Igrzyskami Szkolnymi w Szczecinie był w SP nr 12 przy ulicy Grunwaldzkiej - był to obóz szermierczy, bo działałem wtedy w sekcji szermierczej AZS Politechnika Wrocław z fechtmistrzem Adamem Medyńskim.

Podziel się z innymi

| |

Co urzędnik, a nawet naczelnik może!

2019-01-27 17:03
Na emeryturę przeszła pani naczelnik wydziału kultury i turystyki urzędu miasta Jelenia Góra. Poznałem ją w 1990 roku gdy z listy Komitetu Obywatelskiego razem startowaliśmy na radnych rady miejskiej. Mieliśmy tego samego dnia przed wyborami udzielić wywiadów dla polskiego radia Wrocław. Słuchałem jej wypowiedzi na temat jak widzi przyszłość miasta pod względem kultury i co chciałaby zmienić. Spodobała mi się jej determinacja i ogień w formułowaniu wniosków. Ona akurat miała startować z tego okręgu gdzie miałem głosować więc postanowiłem dać głos na nią. Ja startowałem z Zabobrza więc dylematu czy na nią czy na siebie nie miałem!:-) Po podliczeniu głosów w wyborach okazało się że uzyskała ona tyle samo głosów co inny kandydat z tej listy, a że tamten był wyżej na liście więc ordynacja wyborcza wskazała na niego, a nie na nią! Ten wynik pokazał też że nawet w takim głosowaniu każdy głos się liczy. Moja żona z teściową postanowiły zagłosować na kogoś innego, a ja ich nie przekonywałem do swojego typu bo uważałem że wszyscy kandydaci z tej listy są dobrzy. Gdyby któraś z nich zagłosowała na Irenę, to Irena byłaby radną i byłaby dużo lepsza radną od tego pana który wszedł. Miałem możliwość przypatrzenia się pracy wszystkich radnych.
W 1991 roku prezydent miasta Marcin Zawiła zatrudnił ją na stanowisko naczelnika wydziały kultury, sportu i turystyki gdyż akurat był w urzędzie wakat i tak przez 28 lat Irena Kempisty była naczelnikiem tego wydziału. Zderzyły się jej wyobrażenia i zapał z twardą rzeczywistością przepisów prawnych i przypisanej prawem funkcji jaką ma urząd wobec miasta i rady miejskiej. A ma on za zadanie być zapleczem logistycznym, a nie kreatywnym! Jeżeli ktoś z państwa czytających ten tekst będzie słyszał, że jest inaczej to wiedzcie że to bzdura. Kierunki rozwoju miasta określa rada podejmując uchwały dotyczące polityki miasta. Radni na komisjach i na sesjach rady powinni kształtować co chcą aby miasto osiągnęło, dostosować lokalne prawo tak aby zamierzenia osiągnąć, a rolą urzędu czyli pracowników jest przeprowadzenie tego ściśle zgodnie z wszelkim prawem. Zwłaszcza zgodnie z wymaganiami dotyczącymi finansów. Kiedy byłem członkiem zarządu, potem robiłem za dziennikarza, by znowu stać się pracownikiem miasta, ale już jako wiceprezydent, to lubiłem z nią się spierać. Dyskutować o różnych problemach miasta i drogach jak powinno się je rozwiązywać. Początkowo te dyskusje były zażarte, każde z nas twardo broniło swych pomysłów. Na szczęście nigdy nie przekroczyliśmy granicy gdzie kończy się spór, a zaczyna się zwykła kłótnia. Gdy jednak dogłębnie poznawaliśmy uwarunkowania w jakich przychodziło nam działać, ten ogień w dyskusjach był coraz mnie odczuwalny. Raczej szukaliśmy dróg jakimi można dojść do zamierzonych celów nie naruszając prawa, czy też kompetencji poszczególnych "organów". Po tych prawie trzydziestu latach naszej znajomości uważam, że powierzenie stanowisko naczelniczki tego wydziału Irenie nie było błędem ze strony prezydentów, a także to, że kolejni utrzymali ją na tym stanowisku. Kultura miejska ma się dobrze i wręcz w porównaniu do innych podobnych miast w Polsce ma się świetnie! To, że są malkontenci to normalne, gdzież ich nie ma! To że można by więcej?, zawsze można!
Tylko czy dałem odpowiedź na pytanie zawarte w tytule tej rozprawki? Gdyby posłuchać co niektórych szefów różnych miejskich instytucji, spółek, działaczy to wydawało by się, że oni by zrobili niesamowite rzeczy gdyby nie urząd, pan, pani naczelnik, jakiś urzędnik. Gdyby jednak głębiej wejść w przyczyny tego że nie zrobił, to by się okazało że tak naprawdę tylko ten ktoś mówił że by zrobił. Ale często palcem w bucie nawet nie ruszył aby to choćby zainicjować. Bardzo często też ludzie na stanowiskach chcieliby brać pensje dyrektorskie, ale nie chcą brać odpowiedzialności i podejmować decyzji. Raz w czasie gdy byłem wiceprezydentem zadzwonił do mnie jeden z dyrektorów ZGM z pytaniem co on ma w jakiejś sytuacji zrobić? Zapytałem go czy on jest dyrektorem, czy referentem? Dyrektorem stwierdził! To zachowuj się jak dyrektor, a nie szeregowy pracownik!- usłyszał. Podjął decyzję i to nawet dobrą, ale więcej z głupotami do mnie nie wydzwaniał. Jakiś czas temu w jelonce był tekst w którym któryś z szefów placówki kulturalnej strasznie narzekał na coś złego w jemu mu podległej instytucji. Zrzucał cała odpowiedzialność na wydział kultury, choć to on był tym co zawalił! Wpisałem mu w komentarzach co ja myślę o takich dyrektorach (oczywiście nie anonimowo) i o spychaniu odpowiedzialności na innych. Od tego czasu coś mnie ten dyrektor nie lubi!:-)
Dlatego drodzy czytelnicy mieszkańcy, czytelnicy radni, czytający ten tekst prezydenci, zaglądający tu wyrobnicy różnych redakcji pamiętajcie zasadę: "zanim zaczniecie opluwać, czy rzucać kamienie do czyjegoś ogródka to poznajcie jaka jest prawda. Wysilcie się i poznajcie regulaminy, ustawy kompetencyjne, zakresy odpowiedzialności poszczególnych pracowników, a potem atakujcie rzeczywiście winnych i naprawiajcie to co można i należy naprawić!" A że wymaga to trochę wysiłku intelektualnego, to spróbujcie. Może nie jest tak źle z wami?;-)
Kazimierz Piotrowski

PS: W 1990 roku jako nowo wybrany radny byłem wraz z innymi z innych gmin na szkoleniu w Danii gdzie poznawaliśmy system samorządowy tego państwa, jak działają tam urzędy, jakie są uwarunkowania ich pracy. Zastanowiło nas, że pracownicy urzędów komunalnych duńskich zupełnie nie przejmowali się jako pracownicy, tym kto wygra lokalne wybory. Jako obywatele tak, ale jako pracownicy to nie! Zdziwiło nas to, ale wyjaśniono nam, że dopóki wypełniają swoje zadania zgodnie z prawem, dopóki realizują sumiennie sobie powierzone zadania to nie mają czego się obawiać. W dodatku okazało się, że tam radnemu nie wolno było rozmawiać czy interweniować bezpośrednio w wydziałach urzędów. Wszystko musiał załatwiać poprzez burmistrza aby nikt nie miał cienia podejrzenia co do intencji jednej czy drugiej strony. Po latach w naszym urzędzie gdy pracowałem w wydziale architektury zobaczyłem w wydziale radnego który żądał jakiś materiałów dotyczących mieszkańca miasta. Zapytałem się jakim prawem ma takie oczekiwania: "no bo jestem radnym i przewodniczącym komisji rewizyjnej!". "No to co?"- usłyszał, "Proszę o pisemne upoważnienie od przewodniczącego rady do takiej interwencji a gdy takie będzie to możemy rozmawiać!" Więcej nie przyszedł - nie miał bowiem podstaw do zaglądania w cudze sprawy! Namawiałem też swoich współpracowników aby sprawy składane przez radnych były załatwiane "ściśle regulaminowo" - nic na skróty! Aby radni dokładnie wiedzieli co muszą przechodzić zwykli mieszkańcy na podstawie prawa lokalnego przez nich uchwalanego

Komentarze

Ehhh @ 188.33.144.*

wysłany: 2019-01-27 21:15

Panie Kazimierzu - teraz - dzisiaj, tak jak i w latach 1990/91 te same osoby ciągle decydują kto będzie naczelnikiem! Suweren ...?

PK @ 87.105.8.*

wysłany: 2019-01-27 23:24

Szkoda, że w naszym mieście, kraju, powiecie, gminie nie istnieje służba cywilna. To znaczy istnieje, ale tylko w ramach opcji rządzącej. Urzęnicy, nawet ci wspaniali, nie mają żadnej pewności, że nowa miotła ich nie wymiecie. Ostatnio również zaniechano konkursów na kierownicze stanowiska w spółkach państwowych. Chyba szkoda i chyba nie jest to zbyt wspierające jakość tego państwowego poletka. Co Pan na to?

kazimierzp @ 83.26.9.*

wysłany: 2019-01-28 00:23

Wpisuję w ten sposób a nie pod postem aby lepiej tę odpowiedź wyróżnić. Też mnie boli, że nie ma u nas apolitycznej służby publicznej. To wszystko co było wprowadzane zostało ostatnimi latami zniwelowane! Kiedyś pracownicy urzędu mieli tzw stanowiska mianowane, tzn bardzo trudno było takiego pracownika odwołać. Było to po to aby oni nie bali się podejmować decyzje. Jednak prezydenci wszystkich opcji bardzo chcieli mieć wpływ bezpośredni na to kogo odwołąć czy zatrudniać. Największą czystkę w urzędzie jeleniogórskim zrobił na początku swej kadencji Marek Obrębalski. Odwołano wtedy kilku bardzo dobrych naczelników, do dzisiaj nie wiadomo z jakiego powodu!?! Potem gdy ci pracownicy odwołali się do sądu pracy to miasto wszystkie procesy przegrało i musiało wypłacić odszkodowania niesłusznie odwołanym. Niektórych przywrócono z powrotem. W naszym państwie kilkanaście lat temu zaczęto tworzyć korpus urzędników. były nawet egzaminy na wejście do takiego korpusu. No i co, powołuje się w urzędach państwowych miernych, ale czy wiernych to czas pokaże!

PK @ 87.105.8.*

wysłany: 2019-01-28 18:45

Na początku był świetny pomysł na służbę cywilną. Specjalne szkoły, egzaminy, uroczyste nominacje i... Szybko okazało się, ze żadnej partii nie pasuje. I mamy to co mamy. Pomocnika aptekarskiego w zarządzie koncernu zbrojeniowego, męża aptekarki tamże, tegoż pomocnika jako szarą eminencję w MON.

No i, w trakcie rozgrywek wewnątrz PiS między rozmaitymi frakcjami, Chrzanowskiego puszczają, a towarzystwo aptekarskie aresztują.

Wniosek: nie warto się z nimi zadawać, bo to nader krótkie nóżki ma.

Oj panie PK @ 188.33.1.*

wysłany: 2019-01-28 19:24

A w Jeleniej co mamy? Aż taka różnica?

um-jg @ 78.10.111.*

wysłany: 2019-01-29 10:51

Panie Kazimierzu, a jakich to wyjątkowych naczelników odwołał Obrębalski? Sprawy w sądzie pracy zostały przez miasto przegrane nie z powodu niesłuszności zwolnień, tylko w wyniku tego, że urzędowy prawnik niewłaściwie przygotował wypowiedzenia. A co do powodów - brak zaufania. I tyle w temacie

kazimierzp @ 83.26.140.*

wysłany: 2019-01-29 12:25

@um-jg! O tym co ja o tamtej sytuacji myślę i o których pracowników mi chodzi wyartykułowałem wtedy w bezpośredniej rozmowie z ówczesnym zastępcą prezydenta. Teraz nazwisk nie będę przytaczał bo nie wiem czy oni by sobie tego życzyli. Niektórzy z nich są obecnie wręcz szczęśliwi że z urzędem miasta w Jeleniej Górze nie mają już nic wspólnego i ja ich rozumiem. Wiem też jakim silnym przeżyciem było pisanie tych wypowiedzeń dla ówczesnej naczelniczki organizacji i kadr. Niestety nie może ona tym się już podzielić bo kilka lat temu Ania zmarła. Tamta sytuacja też podkopała jej zdrowie. Te wypowiedzenia zredagował radca prawny zatrudniony wtedy przez pana Obrębalskiego z polecenia kolegów z partii pana Marka. Inne szczegóły tamtej sytuacji nie będę podawał, ale chętnie w bezpośredniej rozmowie mogę wyartykułować, tylko nie wiem z kim polemizuję!?! "um-jg" nic mi nie mówi. W urzędzie pracuje prawie 300 osób więc...? Kazimierz Piotrowski PS: W następnym blogu napiszę m.innymi co myślę o tzw. konkursach na stanowisko... z podaniem konkretnych przykładów.

AJ @ 83.26.216.*

wysłany: 2019-01-29 19:24

Przy tych zwolnieniach zwolniono też wielu " szarych" pracowników i co w uzasadnieniu "brak zaufania".? Dobrze, że później Pana Obrębalskiego spotkało to samo.

um-jg @ 78.10.111.*

wysłany: 2019-01-29 19:30

Panie Kazimierzu, widać, że starość nie radość, no i jeszcze te braki pamięci. A czy tym kolegą "z partii pana Marka " polecającym tego prawnika nie był Pański wieloletni mocodawca Marcin Zawiła? A Pan w wyniku jakiego konkursu znalazł się w Urzędzie Miasta?

AJ @ 83.26.216.*

wysłany: 2019-01-29 21:17

A ja marzę, żeby napisał Pan o mobingu w Urzędzie.To jest szerokie zjawisko bardzo utrudniające pracę,

kazimierzp @ 83.26.180.*

wysłany: 2019-01-30 11:47

@um-jg! Co dalej anonimowo, ciekawe dlaczego? O tym co myślę o konkursach na poszczególne stanowiska w urzędzie to będzie w kolejnym tekście! Co do mnie? Na to stanowisko które "zająłem" w 2003 roku jakoś nie było chętnych. Wymagania doświadczenie w budownictwie, znajomość prawa budowlanego, kpa no i posiadanie uprawnień budowlanych było dla wielu za dużo, a na szeregowe stanowisko z takimi uprawnieniami i doświadczeniem na pensję około 2200 na rękę nikt się nie pchał. Ja przyjąłem propozycję bo już wiek i zdrowie było nie to. Szerzej przy kolejnym blogu.

Wpisz swoje imię, pseudonim:

Wpisz treść: